W Szyciarni u Koty przez wielkie okna wpadały ostatnie promienie słońca. Dzień powoli się kończył, a na szyciarnianych półkach szeptom nie było końca. Jakieś dziwne to było poruszenie, bo od kilku tygodni raczej tu było cicho i spokojnie.
- Hej, wy tam na pierwszym oknie! My się chyba nie znamy - odważyła się zawołać różowa słonica.
- Bo my tu od dzisiaj wisimy - odparła nieśmiało zielona gruszka.
- To widzę, że wisicie, ale to okno zawsze było pełne zajączków - pokręciła swoją trąbą słonica.
- No niby tak..., ale ja sam zostałem, to co mam sam na oknie sobie wisieć - zastanowił się czerwony zajączek, siedzący w kołysce
- A poza tym jesień jest! Kota pewnie chciała, żeby jesiennie było i dlatego pierwsze okno jest nasze! - dumnie rzekła złota gruszka.
- Ech, niech wiszą sobie i w pierwszym oknie - mądrze ucięła sowa w kropeczki - najważniejsze, że Kota znowu szyje!- dodała po chwili.
I tak rozpoczęły się pogawędki, których tu dawno słychać nie było. Gruszki relacjonowały co widać z pierwszego okna, aż słońce całkiem zaszło i już nic widać nie było.