Wakacyjne warsztaty szycia z Kotą 07.07.2022 - wielbłąd jednogarbny, czyli dromader.
Wakacyjne warsztaty szycia z Kotą 07.07.2022 - wielbłąd jednogarbny, czyli dromader.
- Au! Au! Zostaw! Nie ciągnij mnie za ogon! - krzyczy mysz
- Hi hi hi - w odpowiedzi słychać chórek żab
- Za uszy też nie ciągnij... - prosi myszka głosem bliskim płaczu
- Hej mysza, nie bądź taka delikatna! A jak mały człowiek cię zabierze do przedszkola? To przecież będą cię tam ciągnąć i za ogon i za uszy - z łobuzerską miną powiedziała żaba w grochy
- I za nos też będą cię ciągnąć - dodała żaba seledynowa
- Nie będą! - z przekonaniem powiedziała myszka - Ja jestem myszka słodziara i kupi mnie miła dziewczynka, która będzie mnie tulić i miziać!
Żaby przewróciły oczami, bo faktycznie mysz przesłodka przecież jest!
#żaba
Od bladego świtu w Szyciarni poruszenie! Myszy wstały wraz z pierwszymi promieniami słońca i szaleć zaczęły.
Biegały dookoła stołu, wpadały w poślizgi na zakrętach i czasami jedna z drugą schowała się dla złapania oddechu w mysiej dziurze.
Na nic się zdały prośby i narzekania:
- Jest rano, jeszcze pięć minut - zaspane prosiły króliczki
- Cicho dzieciaki! Spać jeszcze! - irytowały się flamingi
- Zaraz ktoś się przewróci i dopiero będzie! - straszyły mądre sowy
A myszy niestrudzone szalały i co i rusz wołały "berek! berek!"
Nagle żołędzie zawołały:
- Kota idzie! Na półki!
Poruszenie się zrobiło, bo myszy do swojej półki daleko akurat miały, a tu jeszcze dwa ostre zakręty...
- Dzień dobry! - powiedziała z uśmiechem Kota. Popatrzyła na półkę z myszami i pomyślała "chyba ich więcej było..." .
Weszła Kota do pracowni, myszy wszystkie dobiegły do półki i w sklepie zaczęła się codzienna krzątanina.
#szyciarniapogodzinach cz.2
#mysz
W Szyciarni u Koty przez wielkie okna wpadały ostatnie promienie słońca. Dzień powoli się kończył, a na szyciarnianych półkach szeptom nie było końca. Jakieś dziwne to było poruszenie, bo od kilku tygodni raczej tu było cicho i spokojnie.
- Hej, wy tam na pierwszym oknie! My się chyba nie znamy - odważyła się zawołać różowa słonica.
- Bo my tu od dzisiaj wisimy - odparła nieśmiało zielona gruszka.
- To widzę, że wisicie, ale to okno zawsze było pełne zajączków - pokręciła swoją trąbą słonica.
- No niby tak..., ale ja sam zostałem, to co mam sam na oknie sobie wisieć - zastanowił się czerwony zajączek, siedzący w kołysce
- A poza tym jesień jest! Kota pewnie chciała, żeby jesiennie było i dlatego pierwsze okno jest nasze! - dumnie rzekła złota gruszka.
- Ech, niech wiszą sobie i w pierwszym oknie - mądrze ucięła sowa w kropeczki - najważniejsze, że Kota znowu szyje!- dodała po chwili.
I tak rozpoczęły się pogawędki, których tu dawno słychać nie było. Gruszki relacjonowały co widać z pierwszego okna, aż słońce całkiem zaszło i już nic widać nie było.